Tajemnica Lasu
Część I Coś mi tu nie pasuje...
Jak zwykle siedzieliśmy w pokoju spotkań. Kilka osób prowadziło ożywioną dyskusję ,a ja właśnie przygotowałam się do wyjechania w teren.I wtedy właśnie wszedł Kuba ,i kazał mi już wychodzić. Idąc do stajni rozmawialiśmy o dzisiejszej pogodzie. Było nijak, nie było zimno powiewał tylko delikatny jesienny wietrzyk. Aby dojść do stajni ze szkoły ,w której mieliśmy swoją siedzibę trzeba było przejść przez taki "park". Leżało tam wiele kolorowych liści ,które spadły ze starych i ogromnych drzew.
Po dojściu do stajni zaczęliśmy siodłać konie. Ja Czardama zwierzaka Kuby, a on Aresa mojego osobistego pupila. Taka wymiana od czasu do czasu dobrze robi koniu jak i jeźdźcy. Ares i Czarek są naprawdę spokojni wiele razy po pokazach przewozimy na nich dzieci. Sierść Czardama jest koloru pomiędzy karym ,a gniadym. Ma też uroczą białą plamkę na nosie i jest najbardziej fotogenicznym koniem ze wszystkich dziewięciu w naszej stadninie.Ares natomiast jest koniem maści gniadej. Ma tylko nie dużą białą plamkę przy końcu grzywy, można powiedzieć że na karku.
Jechaliśmy jak zwykle do lasu, tam bardzo dobrze się kłusowało, skakało a nawet czasem galopowało. Dziś jednak musieliśmy odpuścić sobie galopowanie ,ponieważ Ares był po kontuzji. Wjechaliśmy do lasu stępem ,lecz po paru metrach skusiliśmy się na kłus. Konie były dość długo nie chodzone i zaczęły dość szybko kłusować. Jednak po chwili zmusiliśmy je do stępu. Gdy wjechaliśmy dalej w las konie zaczęły być nie spokojne, ja też czułam się podejrzanie. Co jakiś czas kuliły uszy, i co chwila kłusowały, Kuba i ja musieliśmy je hamować.
Czułam się tak jakby ktoś nas obserwował, to bardzo dziwne uczucie. Często się rozglądałam, i patrzyłam za siebie.Nie mówiłam nic dla Kuby ,aby go nie niepokoić. Zresztą uznałby ,że robię sobie żarty i chce go nastraszyć, a wtedy nie było mi wcale do śmiechu. Po prostu czułam się nieswojo.
Mieliśmy już kończyć więc uznaliśmy ,że możemy ostatni raz za kłusować. Kłusowaliśmy szybko. I gdy wyjechaliśmy za zakrętem leżało coś na drodze nie zdążyliśmy wyhamować koni ,ale one dzielnie to przeskoczyły. Zatrzymaliśmy się i podeszliśmy do podłużnego zawiniętego w biały materiał czegoś. Kuba wziął patyk i obrócił to "coś" na drugą stronę płótno po drugiej stronie było we krwi. Przestraszyliśmy się trochę, więc woleliśmy tego nie otwierać.
Jednak coś mówiło nam by zobaczyć co jest w środku...
By: Weronika (Co nie co...)
Dalsze losy naszych bohaterów,
gdy minimum 10 osób napisze w komentarzu,
że chce to czytać. Dziękuje :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz